sobota, 8 sierpnia 2009

Ameryka - dni 6-7

W końcu udało mi się usiąść przy kompie więc lecimy dalej.
Czwartek zaczął sie od bardzo fajnego kursu "Beyond Programmable Shading". Całość dotyczyła wykorzystania GPU w celach innych niż tradycyjny rendering. To właśnie na tym kursie w zeszłym roku John Olick opowiadał o prototypie renderera wykorzystującego Sparse Voxel Octree. W tym roku też było kilka fajnych rzeczy. Koleś z Uniwersytetu Stanford opowiadał trochę o wewnetrzenej architekturze kart graficznych na jakich poziomach odbywa się zrównoleglanie obliczeń - dobry wykład podsumowujący - potem o ich zmaganiach z renderingiem z wykorzystaniem micropolygonów na obecnej architekturze. Ja jednak najbardziej czekałem na to co powie Johan Andersson z DICE'a i J.M.P. van Waveren z idSoftware. Programista z DICE'a opowiadał jak zrównolegali silnik i jak eksperymentują z DX11 i wykorzystaniem compute shaderów. Pokazywał prototyp deferowanego renderera który właśnie z pomocą CS robi klasyfikacje świateł do tile'i na które podzielony jest ekran i od razu liczy oświetlenie. Bombeczka. ID Software oczywiście zarządziło. Nie wiem czy van Waveren zrobił to celowo czy akurat tak wyszło, ale w końcu podzielili się ze światem tym co dręczyło nas od dłuższego czasu: w jaki sposób znajdują potrzebne strony w virtual texture: mają magiczną metodę analityczną czy robią analize wyrenderowanego w false colorze obrazu. No niestety trochę się na Carmacu zawiodłem (i chyba nie je jeden): nie ma żadnej magii - robią rendering w mniejszej rozdziałce i analizują go :-/
Gdyby ktoś był zainteresowany course notami (pewnie ktoś jest :) a jeszcze ich nie znalazł to tu jest link: http://s09.idav.ucdavis.edu/
Na drugiej części nie za bardzo wytrzymałem, zwłaszcza że jeden wykład (kolesia z ATi/AMD) okazał sie powtórką poniedziałkowego. Także koło 15 poszedłem na korytarz i zacząłem poprawiać prezentację (przy okazji odbyłem pare wideo-konferencji ;-) O 18 miałem zarezerwowany rehearsal room (taki pokój do prób - skonfigurowany tak samo jak sale prezentacyjne - rzutnik, komputery, sprzet nagrywający), więc pomyślałem że może warto się do tego przygotować. Oczywiście szło to jak krew z nosa. No i jak tam poszedłem o 18 to była tragedia. Najpierw przez pół godziny próbowaliśmy z Peterm-Pikiem podłączyć jego laptopa do sprzetu video (miał szybszą kartę graficzną, więc chcieliśmy zrobić demonstrację na jego sprzecie) - niestety bez powodzenia. W końcu udało się podłączyć i tak już zostało do końca (dlatego właśnie nie dało sie zrobić żadnego live-feeda z prezentacji - liczyłem że mój komp bedzię wolny, ale niestety sie przeliczyłem). Sama próba była totalną porażką. Trząsł mi sie głos, gubiłem sie w tym co mówie. Oczywiście Peter-Pike stwierdził "no, no, it was ok" ale jakoś nie bardzo mu uwierzyłem.
W czwartkowy wieczór odbywała sie ogólnokonferencyjna "mini-parada-mardi-gras" (w Nowym Orleanie, we wtorek przez Środą Popielcową - w jak to nazywają Tłusty Wtorek - są słynne parady; ktoś wyczaił jednak że można zrobić na tym biznes i zrobił "MardiGrasWorld" który organizuje małe parady przez cały rok). Ja byłem tak zdenerwowany, że na paradę i party po-paradowe wysłałem Anetę, natomiast sam usiadłem i wziąłem się za poprawianie prezentacji (jakoś podczas próby cały czas miałem wrażenie, że walczę z napisanym wcześniej tekstem). W sumie zajęło mi to czas do pierwszej w nocy ale w końcu byłem z tego w miarę zadowolony. Powtórzyłem to ze 2 razy i spróbowałem pójść spać. Spanie szło średnio, ale jakoś dotrwałem do rana.
Pod przysznicem powtórzyłem prezntacje jeszcze raz, potem jeszcze raz idąć do centrum konferencyjnego, potem jeszcze raz i jeszcze raz. I na koniec jeszcze pół raza bo przyszedł Peter-Pike i poszliśmy pod salę w której miał być mój talk. Spotkaliśmy Dana Wexlera z NVIDII który był session chairem tego bloku w którym ja występowałem. Niesamowicie sympatyczny kolo, bardzo spokojny, uśmiechnięty. Zapisał sobie jak wymówić moje nazwisko (do tej pory wszyscy, z uporem maniaka mówili "Ajłaniki") i weszliśmy do środka. Nie było żadnych problemów żeby Aneta ze swoim basic passem weszła do środka (Amerykanie pilnujący wejścia okazali się być całkiem elastyczni, do tego Dan stwierdził że jakby robili problemy to on jest tutaj "Pass-Master" i wprowadzi ją bez problemu). Występowałem w Audytorium C. Wygląda to trochę jak sala kinowa - pochyła podłoga, uchylane foteliki. Ludzi zebrało się całkiem sporo - był Wolfgang Engel z którym chwilę pogadałem przed przezentacją, byli ludzie z Microsoftu których poznaliśmy w poniedziałek na lunchu, było trochę ludzi z NVIDII, była Corrinne Yu z Halo Team.
Występowałem jako czawrty (ostatni), co oczywiście przysporzyło mi jeszcz trochę nerwów. Zwłaszcza że Chińczyk który miał wystąpić jako drugi zupełnie sie nie przygotował. Najpierw podszedł do pulpitu bez komputera, potem, jak go już przyniósł, to nie mógł go podłączyć. W konću prowadzący zmienił kolejnośc wystąpień i Chińczyka przesunął na 3 pozycję, ale trochę sie denerwowałem, że Chinczyk zużywa czas mojej prezentacji. Dan Wexler zachował sie całkiem sympatycznie, bo zamiast zrugać Chińczyka, zapewniał go ciągle, że jest ok, że nic się nie stało (to jednak Ameryka :) No i w końcu przyszła pora na mnie. Podszedłem, podłączyłem kompa, odpaliłem prezentację i jakoś poszło. Chyba nawet za bardzo się nie zacinałem, jak miałem jakiś problem to po prostu przerzucałem się na czytanie skryptu (nie wiem czy wiecie - ja nie wiedziełem, ludzie prezentujący przede mną też nie - ale PowerPoint ma taki zarąbisty "Presenter mode"; jak podłączy się dwa monitory to na jednym wyświetla się normalna prezentacja, a na drugim slajd + komentarz + miniaturki kolejnych slajdów, czas i jeszcze jakieś inne, przydatne duperele). Aneta mówi że poszło nieźle, mnie też wyjade się że całkiem fajnie. Zobaczymy jeszcze jak będą "firmowe" nagrania. Póki co mam trochę zdjęć. Pytanie na koniec było jedno (nie za bardzo sensowne, ale zawsze), a potem podeszło jeszcze do mnie kilka osób pogadać (Corrinne Yu - tym razem mam zdjęcie ;-) I to było na tyle. Pożegnaliśmy sie z Danem, Peterem-Pike'iem i poszliśmy na obiad (oczywiście jeszcze mało co mogłem przełknąć).
Po obiedzie były jeszcze 2 fajne wykłady - jeden o wykorzystaniu GPU do liczenia "normalnego" GI (sponsorowany w części przez Bungie, chcą wykorzystywać ich tech do liczenia lightmap) oraz "Adaptive Visibility Sampling" o innowacyjnym sposobie na liczenie PVSów. I właściwie na tym SIGGRAPH 2009 się skończył.
Jako że było jeszcze przed 17, poszliśmy w końcu zobaczyć Aquarium (fajne rekiny!) a potem coś zjeść. Wracając do hotelu zdarzyła się natomiast ciekawa rzecz. Idziemy sobie wzdłuż Missisipi, aż nagle obok nas przebiega facet w czerwonej, damskiej bieliźnie. WTF?!? No ale idziemy dalej. I biegnie kolejny, tym razem w czerwonych bokserkach. I znowu zdziwka, ale spoko, to w końcu Ameryka, tu jest dużo freaków. Ale za 10 metrów przebiega obok nas jakaś starsza pani w czerwonej koszuli nocnej. I tych ludzi w czerwonej bieliźnie (w różncyh konfiguracjach - faceci w damskiej, babki w męskiej) biegnie coraz więcej. Aneta zaczepiła jedną babkę i dowiedziała się o co chodzi. Okazuje się, że co roku jest tu taki bieg w czerwonych ubraniach, organizowany przez klub pijących biegaczy. Wygląda to tak, że najpierw biegną a potem piją. A wczoraj był dzień przed tym eventem, więc robili sobie trening - ale jako że był dzień przed to tylko w bieliźnie :) Niezły widok, zwłaszcza że biegnący ludzie byli w wieku 20-70 lat! Mam kilka zdjęć, jak w końcu się uda to wrzucę na picasse.
Dziś już sobota, zaraz idziemy wynając samochód i spadamy z Nowego Orleanu. Odwiedzimy chyba jakąś plantację trzciny cukrowej i zmierzamy w stronę Florydy!

4 komentarze:

  1. Good job Mister Ajłaniki! czekamy na zdjęcia.

    A klub pijących biegaczy to naprawdę fajna historyjka. A i tradycja warta przeszczepienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze się skończyło i świetnie. Gratulacje!

    Występu nie zazdroszczę, bo to straszne nerwy. Ja sobie daję z prezentacjami radę bez problemów z 2 powodów: są po polsku i nie przygotowuję się, co likwduje u mnie budowanie stresu - po prostu jadę na żywca, gdy nie ma już odwrotu. Niestety, na występ o takiej randze trzeba się przygotować, ale na szczęście mi to nie grozi.

    A ten trick z PP i jego okranem skryptu oraz podpowiedzi podejrzałem kiedyś na konferencji we Frankfurcie o zawodowego prezentera (Aaron Pulkka). Ale nigdy nie zastosowałem - nie osiągnąłem tego poziomu zawodostwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze raz wielkie gratz.
    Będziesz kupować ten filmik?

    OdpowiedzUsuń