Od jakiegoś czasu zbierałem się żeby napisać trochę o okolicy - bo w sumie jest dość ładna. Czekałem z tym aż będziemy mieli dostęp do internetu bo przecież nie będę pisał o okolicy bez zdjęć bo to trochę bez sensu. Ale że zdjęcia parę dni temu wrzuciłem (http://picasaweb.google.com/harrier3/UK#)to mogę w końcu napisać co na nich jest.
Jest np. Guilford - to miasteczko w który mieszkamy. Miasteczko jest małe - centrum składa sie w zasadzie z dwóch ulic. Ale upchnięto na nich całkiem sporo - są ruiny zamku, jest wielka katedra (tej akurat w środku jeszcze nie widziałem, ale codziennie ją mijam w drodze do pracy) Jest też kino, 3 księgarnie, 2 sklepy z grami, jest troche knajp. Całość da się spacerkiem obejść w godzinkę. Do tej pory nigdy nie mieszkałem w takim małym miasteczku - ale póki co ciekawe doświadczenie (zobaczymy co powiem za pare miechów, kiedy będę znał już każdy kamień :) Zdjęć z samego Guildford nie ma za dużo, ale postaram się jeszcze trochę popstrykać i obiecuję wrzucić.
Okolice miasta to malownicze, zielone pagórki (jak mawiał klasyk "normalnie, kurwa, jebany Hobbiton"). I właśnie na taki pagórek wybraliśmy się w pierwszy weekend naszego pobytu tutaj. Wzgórze nazywa się Leith Hill i jest najwyższym wzniesieniem w południowej Anglii. Na szczycie są resztki wieży strażniczej i miejsce na piknik. Podobno jak pogoda jest dobra to można stamtąd zobaczyć morze, ale widać aż tak dobra nie była bo ja jakoś nic nie widziałem.
Trochę dalej (ale też całkiem niedaleko - raptem godzinka jazdy) jest za to coś o wiele fajniejszego - Stonehenge! Gdyby ktoś nie kojarzył - to ten słynny kamienny krąg. Kiedy, w jakiś piątek powiedziałem w pracy że weekend wybieram się je zobaczyć, wszyscy chórem powiedzieli że będę zawiedziony - że to tylko kupa gruzu i do tego na zdjęciach wygląda na większą. Ale wcale zawiedziony nie byłym. Kamienie są całkiem wielkie a krąg leży na wielkiej nizinie i oprócz niego niczego w pobliżu nie widać (no dobra, z jednej strony jest autostrada, ale można do niej stanąć tyłem). Oprócz wiatru nie słychać w zasadzie niczego i, przynajmniej na mnie, całość zrobiła wrażenie. Jasne, można się przyczepić że do wnętrza kręgu nie można wejść (jest niestety płotek) i że w koło jest mnóstwo ludzi (niestety jest) ale mimo to naprawdę warto było się przejechać. Szkoda tylko że wchodzić można tylko do 18 bo pewnie o zachodzie słońca wyszłyby fajne zdjęcia!
W okolicy Guildford jest też parę miasteczek które warto zobaczyć. Jest np. Farnham - dość podobne do Guildford, też z ruinami zamku (na tym urzędowali kiedyś lokalni biskupi). Trochę dalej jest Portsmouth - z fajną wieżą widokową w kształcie żagla i muzeum starych statków. Generalnie jest tu co oglądać.
W ostatni weekend wybraliśmy się do Winkworth Arboretum, o którym usłyszałem w pracy. Nikt nie potrafił mi za bardzo powiedzieć co to jest arboretum ale jak się później dowiedziałem to coś w stylu "muzeum drzew". O tej porze roku wygląda nieziemsko, nie wiem czy zdjęcia to oddają. Wszystko jest bajecznie kolorowe. Liście maja wszystkie możliwe kolory - od zielonego, poprzez żółty, głęboką czerwień aż po ciemny brąz. W środku lasu jest małe jeziorko, które można sobie obejść, są małe mokradła a do tego wszędzie rosną leszczyny z których wszyscy zjadają orzechy :)
W ogóle ploty o brzydkiej, angielskiej pogodzie są mocno przesadzone. Od momentu kiedy tu przyjechaliśmy mijają własnie 2 miesiące i przez cały ten czas pogoda jest bardzo ładna. Jesień na wyspach przypomina to co u nas dzieje się we wrześniu - jest kolorowo, czasem jeszcze trochę ciepło, pod nogami tony kolorowych liści. Tylko że w Polsce końcy się to jakoś na początku października a tu trwa nadal, mimo że dzisiaj jest drugi listopada. Na jedym zdjęć na picasie jest widok z mojego okna - zrobiony jakoś na początku września. W momencie kiedy to pisze ża oknem jest dokładnie tak samo, żeby nie napisać ładniej. Jasne od czasu do czasu pada, ale zazwyczaj szybko przestaje i znowu wychodzi słońce. Pogoda się akurat Brytolom udała...
poniedziałek, 2 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No to u nas w tym roku jesień trwała tydzień, potem był śnieg (czyli zima), a teraz jest mega syf, bo padało przez chyba ostatnie 2 tygodnie. Przestało, owszem, ale za to jest zimno i brudno i szaro dalej. Piękna polska jesień w tym roku ma wolne.
OdpowiedzUsuńCo do arboretum, to wiedziałem, co to takiego, ale nigdy nie byłem w najbliższym kiedyś mi, czyli koło Przemyśla. Ale trochę ponad rok temu byłem w arboretum w Chicago i, jak na Amerykę przystało, było ogromne (prawie 7 km2) i trzeba było po nim jeździć samochodem - 14 km dróg. A tak jeździ się alejkami i od czasu do czasu parkuje i spaceruje (do 26km szlaków). Arboreta, podobnie jak ogrody botaniczne, są fajne z definicji.
Czy Portsmouth nie pojawia się od czasu do czasu w opowiadaniach Lovecrafta? Uważaj na tajemne kulty i Wielkich Przedwiecznych ;).
OdpowiedzUsuńA w sumie teraz dni coraz krótsze, więc słońce powinno zachodzić przed 18. Może warto się wybrać do Stonehenge jeszcze raz.
OdpowiedzUsuńA zdjęcia z arboretum rzeczywiście śliczne. Niesamowite kolory.
No i zazdroszę pogody. Teraz jeszcze się oziębiło i już w ogóle zimowa aura - wczoraj był wszędzie szron do południa, bez sensu.
To mnie cytujesz jako klasyk? :o
OdpowiedzUsuńNo a z pogodą ziom, to bym poczekał cały cykl - jak po roku dalej będziesz tak uważać, to wtedy ślepo uwierzę. :)
Fajnie to na zdjęciach wygląda. A z tą pogodą to jest tak, że tam ogólnie jest raczej cieplej niż zimniej - a że zamiast śniegu czasem pomgli i pokropi to chyba dobry deal :-)
OdpowiedzUsuń