sobota, 5 marca 2011

GDC - podsumowanie

No i jestem na lotnisku. W zasadzie to miałem sobie poczytać. Parę tygodni temu była jakaś rocznica urodzin Verne'a i coś mnie naszło żeby go sobie przypomnieć. "W 80 dni dookoła świata" dość specyficzne, "20000 mil podmorskiej żeglugi" nudnawe, a teraz mam na tapecie "Wyprawę do wnętrza Ziemi" która zapowiada się całkiem interesująco. Niestety mój Kindle zaczał domagać sie pożywienia, wiec musiałem właczyć laptopa żeby go nakarmić. A że nie jestem w stanie zmusić go żeby jednocześnie się ładował i wyświetlał książki (sugerowany przez niego eject jakoś nie bardzo działa, przynajmniej nie w Windows 7), postanowiłem coś skrobnąć.
Pomyślałem, że może fajnie będzie jakoś podsumować to GDC - przynajmniej jeszcze troche sobie nim pożyje.

- fajne: to że w ogóle pojechałem. Jeszcze miesiąc temu nie było pewne czy w ogóle tu będę. Po pewnych zawirowaniach i wymianie paru żenujących maili z organizatorami stanęło na tym że jednak będziemy mówić, ale mało brakowało.
- fajne: to że mówiłem. Do tej pory na GDC byłem zawsze jedynie słychaczem. Speakerzy mają za darmo wejście na całą konferencje, a w speakers lounge jest za darmo picie i ciasteczka :)
- fajne: dostaliśmy całkiem sporą sale na wykład (koło 450 miejsc) i była zapełniona po brzegi
- fajne: spotkałem troche starych znajomych. Przyjemnie było znów iść na piwo z ludźmi z Lionheada, fajnie było sie przywitać z Peterem-Pike'iem
- fajne: poznałem troche nowych ludzi. Zazwyczaj nie miałem szczególnej odwagi zagadywać do ludzi. A teraz, po naszej prezentacji sami zagadywali.
- niefajne: szkoda tylko że nie miałem wizytówek które mógłbym im rozdawać
- niefajne: prezentację mieliśmy dopiero w piątek więc cały tydzień był troszkę nerwowy.
- niefajne: zdecydowaliśmy się z Benem, że zrobimy wspólną prezentację, bo wydawało nam się że na dwie osobne nie będziemy mieli wystarczająco materiału. W praniu okazało się, że każdy z nas spokojnie mógłby mówić osobno i też byśmy musieli coś z naszych prezentacji wycinać.
- fajne: było kilka naprawdę dobrych wykładów
- niefajne: szkoda tylko że dopiero ostatniego dnia
- niefajne: dwa pierwsze dni: tutoriale były jakąś totalną porażka. W poniedziałek był jeszcze ten track o DX11, ale z całego dnia gadania, warto było posłuchać chyba jedynie kolesia z DICEa (a i też bez przesady, wiekszość tego o czym mówił było już pokazane gdzieś wcześniej). Wtorek był totalnie pusty.
- niefajne: mało było wykładów które inspirowały. Zawsze po GDC miałem tak, że od razu chciałem wracać i coś pisać. Teraz mam to jedynie w niewielkim stopniu, a do tego głównie chciałem przetestować pewne rzeczy o których pomyślałem przygotowując się do własnego wykładu.
- fajne: GDC sie rozrosło, było na nim dużo więcej ludzi, ale zorganizowane było bardzo sprawnie. Nie zdażyło mi się nie wejść na jakiś wykład bo sala byłą pełna, tak jak to bywało w poprzednich latach. Sale były tak ustawione, że prawie zawsze pare wolnych miejsc jeszcze było.
- niefajne: GDC sie rozrosło, ale "normalnych" developerów wcale jakoś nie przybywa. Wiekszość do jacyś ludzie z marektingu albo jacyś studenci. Trzeba się było mocno narozglądać żeby na czyjejś plakietce przeczytać "Programmer", "Artist" albo "Designer"
- fajne: wbiłem się na fajny developerski obiad, gdzie mogłem poznać troche ludzi
- niefajne: niektórzy na tym obiedzie byli troche dziwni...
- niefajne: musiałem wziąć bezpłatny urlop w ND. Trochę podnosi to koszty całej imprezy...
- niefajne: już sie skończyło i musze wracać :(

Podsumowując wszystkie "fajne" i "niefajne" wychodzi chyba trochę więcej "niefajnych". I takie to GDC było - nie do końca fajne. Nie wiem czy zmienia się sama konferencja, czy może tylko ja sie starzeje i robię bardziej marudny?
Ciekawe kiedy będzie kolejna okazja gdzieś pojechać. SIGGRAPH raczej odpada, bo przecież U3 wychodzi w listopadzie. Może I3D albo GDC w przyszłym roku? Tylko najlepiej było by trzeba coś napisać, bo zauważyłem że to bardzo podnosi szansę znalezienia sie na jakiejś konferencji. Chyba muszę wziąć się za wymyślanie.
Kindle już sie trochę podładował, więc wracam do fascynujących przygód profesora Lidenbrocka.
(O no proszę! Na SFO jest darmowy internet! Więc mogę nawet to postnąć zanim rusze w drogę!)

2 komentarze:

  1. LOL, o co chodzi z dziwnymi ludzmi na obiedzie?

    OdpowiedzUsuń
  2. A to już na privie, żeby nie jechać po ludziach publicznie na blogu...

    OdpowiedzUsuń