sobota, 19 marca 2011

O zajebistej obsłudze klienta w Amazonie

Kurcze, obsługę klienta to Amazon ma jednak zajebistą, można sie od nich uczyć.
Dwa dni temu przeczytałem u Maćka S. na twitterze, że Mark Russinovich - koleś od SysInternals, autor RegMona, FileMona i WszystkieInneMona - napisał książkę - "Zero Day" - technothriller. Jak tylko wróciłem do domu, wziałem Kindla i chciałem ściągnać sampla - pierwszych parę rozdziałów. No i, jak mawiał Czesław, buba. Bo okazało się, że mimo że Kindle działa na całym świecie, to jako że swojego kupiłem w UK to jestem przypisany do sklepu brytyjskiego, a w nim akurat tej książki nie ma. Chwilę pogrzebałem na stronie Amazona i okazało się, że nie ma żadnego problemu! Kindla da się najzwyczajniej w świecie przenieść do innego kraju! Podałem nowy adres i faktycznie zadziałało bez żadnych fochów - po minucie miałem początek książki u siebie na urządzeniu.
Faktycznie zaczynało się nieźle - tak jak wspominał Maciek, już na pierwszej stronie była scena erotyczna. Dzisiaj chciałem kupić całą resztę powieści. Stwierdziłem jednak, że szkoda wydawać rzeczywiste pieniądze, kiedy od znajomych z Lionheada dostałem na pożegnanie Amazonowego Gift Carda i było na nim jeszcze trochę funduszy. Jedyny kłopot polegał na tym, że Gift Card był przypisany do innego konta (bo oczywiście mam na Amazonie konto do każdego z używanych adresów emailowych, których za żadne skarby nie da się zmergować). Wypatrzyłem jednak sprytną opcję "Give as gift" i spróbowałem dać sobie prezent z jednego konta na drugie, płacąc za niego funduszami z gift carda. I znowu zaskoczenie - da się i to działa (przynajmniej w teorii - o tym za chwile) - po minucie na pocztę dostałem informacje o prezencie, razem z instrukcją jak się do niego dobrać.
I tu zaczęły się schody. Kliknąłem sobie, tak jak radzili, coś tam popstrykałem i strona Amazona stwierdziła że książka jest już na Kindlu, tymczasem wcale jej tam nie było. Do tego, na stronie, było jedynie widać że książka "has been delivered", natomist nie wyświetlała się nigdzie indziej - ani w liście zamówień, ani na liście prezentów. Ale oczywiście jest od razu informacja gdzie dzwonić gdyby coś było nie tak. Spojrzałem na zegarek, było koło 23 ale wziąłem telefon i wykręcam numer. I kolejne zaskoczenie - obsluga klienta pracuje i już po chwili rozmawiałem z jakąś miłą panią. Przez 20 minut próbowaliśmy różnych rzeczy - resetować Kindla, odrejestrowywać go i rejestrować ponownie - wszystko na nic. Widać moje kombinacje ze zmianami kraju i dawaniem sobie prezentów okazały się zbyt skomplikowane dla systemu. Pani stwierdziła, że nie chce mnie dłużej trzymać, ale coś pokombinuje i za chwile do mnie oddzwoni.
Piętnaście minut później zadzwoniła i stwierdziła, że w takim razie oni mi zrefundują ten prezent na koncie z którego go wysłałem, potem na tym do którego przypisany jest Kindle kupię tą książkę w normalny sposób, ale ją też mi zrefundują. Pani na wszelki wypadek poprowadziła mnie przez wszystkie kroki, po czym życzyła miłej lektury i się pożegnała.
Wielki szacun, że po pół godziny wiszenia na telefonie nie stroją fochów, nie tłumaczą się że system nie działa i niestety nie da się nic zrobić, tylko przyznają, że faktycznie coś jest nie tak, obiecują się przyjrzeć tematowi a książkę dostaję od nich w prezencie.
Duży plus dla Amazona. Kindle to był dobry zakup. Idę czytać.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza