Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ikea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ikea. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 marca 2011

O wyprawie do Ikei

No i już od wczoraj nie śpię na podłodze!
Sobota była dosyć intensywna. Zaczęło się od dość wczesnej pobudki, bo między 8 a 12 miałem się spodziewać kolesia od kablówki, który miał podłączać internet. Spodziewałem się raczej standardów brytyjskich (tzn. montera o 13 i to dopiero po 3 moich telefonach z pytaniami dlaczego go jeszcze nie ma) ale mnie zaskoczyli. O 8:30 pojawił się pan, który raz-dwa podłączył modem i koło 9 mogłem się cieszyć moim 20Mbitowym łączem. O moim providerze bywają różne opinie, ale ja póki co nie narzekam - ciągnie po 2.5MB na sekundę.
Po południu miałem zaplanowany wyjazd do Ikei po meble. O 14 zjawiłem się w firmie wynajmującej vany i przeżyłem spory szok. Samochód który zarezerwowałem był jakimś mega-giganetem. Wspomniany już wcześniej van drużyny A mógły się chyba zmieścić w jego środku. Ale okazało się, że jeździ się takim wielkim autem całkiem przyjemnie. Te wszystkie SUViki i inne Jeepy były jedynie pyłkiem przy moich kołach :)
Pierwsze problemy zaczęły się przy Ikei. Zazwyczaj amerykańce nie skąpią miejsca na parkingi - nawet przed głupim CVS na rogu (to coś w stylu Rossmana) jest wielki plac. A tu niespodzianka. Przed Ikeą - przynajmniej tą w Burbank jest tylko pare miejsc na które można podjechać tylko po to żeby zapakować to co się już kupiło. Parking jest natomiast po drugiej stronie ulicy. Piętrowy i odrobinę ciasny - przynajmniej z perspektywy mojego vana. Parkować próbowałem chyba za 3 razy, za każdym razem dochodząc do wniosku, że miejsce które wybrałem nie jest jednak tak szerokie jak mi się na początku wydawało, oraz że mój wehikuł ma gówniany promień skrętu. W końcy wypatrzyłem 3 wolne miejsca obok siebie i w końcu udało mi sie zaparkować (oczywiście krzywo, ale nie czepiajmy sie drobiazgów).
Ikea przyjemnie nie zaskoczyła. W środu jest dokładnie tak samo jak w każdej innej Ikei na świecie. Wchodzi się po schodkach na górę, najpierw jest pare pokojów pokazowych, potem sofy itd. Miałem przygotowaną jakąś listę zakupów, ale oczywiście skończyło się na tym, że poszedłem na żywioł. W połowie trasy poszedłem oczywiście sprawdzić czy amerykańskie szwedzkie klopsiki są takie same jak polskie. I tu niespodzianka. Restauracja była jakaś strasznie biedna. Klopsiki były - w smaku nawet takie same - ale już mojego ulubionego torcika migdałowego nie! Skandal! Tak się tym przejąłem, że podczas jedzenia posiałem gdzieś moją listę zakupów. Oczywiście zorientowałem się dopiero kiedy doszedłem do magazynu samoobsługowego i miałem zabarać się za ściąganie pudeł z półek.
Wsciekły, zapłaciłem za te wszystkie drobiazgi (a też był ich cały wózek, zapakowany po brzegi), zostawiłem je w przechowalni (jako, że pod Ikeą nie ma parkingu istnieje tu przechowalnia wózków gdzie rzeczy mogą poczekać aż podjedziemy samochodem do strefy pakowania) i pognałem zrobić drugą rundkę po sklepie. Trzy runkdki i 1200 dolarów później miałem wszystko - od łóżka, materaca, przez stolikim, krzesła aż no noże, pościel i tarkę i całą masę innych pierdół. Zaczynam być w tych zakupach mieszkaniowych całkiem niezły. Jeszcze ze 2-3 przeprowadzki i będę wchodził do Ikei i dyktował numery potrzebnych mi artykułów z głowy.
Przed wyjście zaopatrzyłem się jeszcze w mrożone klopsiki, mój torcik (w sklepiku mieli!) i pastę z łososia (z piklinga lepsza, ale nie było :(
Poniewać manewrowanie moim pojazdem nie za bardzo mi wychodziło, postanowiłem nie odstawiać cyrku i zaparkowałem w miejscu w które wiedziałem że wjadę za pierwszym razem. Niestety takie miejsca były jedynie w dość znacznej odległości od strefy po której mogłem jeździć wózkiem (tu wózki nie mogą wjeżdżać na parking) - a to oznaczało że wszystkie moge graty będę musiał dotachać do auta. Musiało to wszystko wyglądać dość dramatycznie bo w pewnym momecie pan ochroniarz się nade mną zlitować i pudło z sofą pomogół mi nieść.
Ale w końcu się udało. Van był wypchany po brzegi. O dziwo, wszystko i to w całości udało mi się dowieźć do mieszkania. Miałem ambitny plan poskładania wszystkiego od razu, ale po skręceniu łóżka doszedłem do wniosku, że raczej zdecyduje się na skrupulatne testy nowego materaca. Działa jak marzenie :)