Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lanos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lanos. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 grudnia 2009

Opętany Lanos

A zapomniałem.. Dzisiaj zdarzyła mi się ciekawa rzecz. Rano, jak co dzień, poszedłem do samochodu. Jako że nocy było troche zimnawo, wszystkie szyby były oszronione. Wsiadłem więc do środka, odpaliłem silnik, włączyłem duchawę i poszedłem skrobać szyby. Po chwili skończyłem, wracam do drzwi kierowcy a te zamknięte... Kluczyki w stacyjce, silnik chodzi a drzwi zamknięte. Od razu zaznaczę że drzwi kierowcy nie da się zamknąć od środka a następnie zatrzasnąć. Do tego nasz Lanos nie ma centralnego zamka, więc jakies zabłąkane w powietrzu polecenie od innych kluczyków raczej też nie wchodzi w rachubę. Dobrze że w domu mieliśmy drugi komplet, bo inaczej byłaby buba... Pewnie normalnie zrzuciłbym to na jakiś prozaiczny problem z zamkiem, ale z drugiej strony wczoraj oglądałem „Egzorcystę”...
I znowu pada śnieg i wszyscy w biurze się cieszą jak dzieci :)

niedziela, 15 listopada 2009

Testosteron

No to teraz jestem dopiero męski! Testosteron wylewa się normalnie wszystkimi otworami w moim ciele. Ktoś może zapytać: a to czemu? A właśnie wymieniłem w Lanosie szczęki hamulcowe :) I do tego samochód jeździ i hamuje!
Oczywiście zaczęło się od problemów. Tutaj Lanos nie jest szczególnie popularnym pojazdem, dlatego części musiały do nas przyjść aż z Polski. I jak się można tego było spodziewać, polecony list priorytetowy ze szczękami przyszedł tydzień później niż wysłana w tym samym czasie, nierejestrowana paczka z książkami. Co ciekawe winna była chyba poczta brytyjska a nie polska! Paczka opuściła polski obszar celny 29 października (dzień po wysłaniu) a dotarła do nas dopiero 11 listopada. Akurat było to dokładnie dzień po tym jak Aneta zadzwoniła do Royal Mail i zrobiła im małą awanturę przez telefon - choć oczywiście podczas tej rozmowy naszej paczki zlokalizować się nie dało... Widać poczta na całym świecie funkcjonuje tak samo. Nasza przyszłość leży chyba jednak w rękach prywatnych kurierów...
Ale jak szczęki już przyszły to trzeba było je jeszcze wymienić. Zdjęcie bębna nie stanowiło już problemu, w końcu to zaliczyłem na levelu 1. Schody zaczęły się później. Szczęki w hamulcu bębnowym działają tak, że jak się przyciska pedał to są one rozpychane przez taki hydrauliczny rozpierak, a kiedy się go puszcza to wracają do oryginalnego położenia ściskane przez 2 sprężyny. I z tymi cholernymi sprężynami męczyłem się ze 40 minut. W końcu jakoś udało mi się je zdjąć i dalej poszło już gładko. W międzyczasie pokłóciłem się jeszcze z Anetą podczas zakładania jednego dzybcyka ale w sumie, po półtorej godziny bęben był złożony, koło kręciło się w obie strony a hamulec hamował.
I chodziłem sobie tak tryskając tą męskością aż następnego dnia okazało się, że nie jestem jedyną napompowaną testosteronem osobą w Guildford.
W pierwszej chwili myślałem że się pomyliłem i w sumie szybko o sprawie zapomniałem. Kiedy chłopaki w pracy zaczęli na ten temat rozmawiać, z początku nawet nie zaczaiłem o co im chodzi. Ale po chwili wszystko do mnie dotarło i trybiki w głowie zaskoczyły...
PO GUILDFORD CHODZI KOBIETA Z BRODĄ!!!
I nie jest to jakiś głupi drobny meszek na podbródku. To jest normalna, regularna broda, długa na jakieś 10-15 centymetrów! Jest całkiem gęsta, cała biała i przywodzi na myśl brodę świętego Mikołaja. Jej właścielka jest niską kobietą koło 60-tki. Kiedy ją zobaczyłem myślałem z początku że jest po prostu tak wyglądającym facetem, z bliska okazało się że to jednak babka. Jak można się spodziewać nie jest szczególnie zadbana. Chłopaki w pracy mówią, że zawsze pojawia się wtedy kiedy człowiek samotnie skręci w jakąś małą uliczkę. Wyłania się wtedy zza zakrętu i zaczyna iść w naszym kierunku. Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i zacząłem szukać w internecie. Okazuje się, że kobieta z brodą jest lokalną celebrity i atrakcją turystyczną. Zazwyczaj chodzi ubrana w futro w panterkę (ja ją niestety (na szczęście ?) widziałem tylko w zielono-burym płaszczu). Jest postraszem tutejszych dzieci (podobno je zjada). Ma nawet dwa wpisy o sobie na urban dictionary (http://www.urbandictionary.com/define.php?term=guildford%20bearded%20lady i http://www.urbandictionary.com/define.php?term=bearded%20lady%20of%20guildford). Jeśli ktoś ma ochotę ją zobaczyć to na youtubie jest taki tribute video - http://www.youtube.com/watch?v=8pxYtWCZ1o8.
Z taką brodą to na pewno potrafi wymienić szczęki w tylnych hamulcach... damn...

środa, 28 października 2009

Przygody z Lanosem

No i znowu trochę się zgapiłem z pisaniem. Ale spróbuje nadrobić, choć trochę rzeczy się ostatnio nazbierało.
W końcu mamy w domu sieć. Po jedynych 4 tygodniach czekania (a w Polsce marudziłem jak było trzeba czekać tydzień...) w końcu zostaliśmy podłączeni. Śmiga jak ta lala i pewnie wrzuciłbym jakieś zdjęcia gdyby nie drobny incydent który wczoraj zaprzątał nasze głowy.
Zawsze powtarzałem, że jak pewnego dnia się czegoś nowego nie naucze to będzie czas żeby się położyć i umierać. Wczoraj i dziś nauki miałem co niemiara. Zaczęło się niepozornie. Wczoraj mieliśmy mieć założony ten internet. Okienko w którym mieli to zrobić było między 8 a 13. Oczywiście, jako najbardziej niecierpliwa osoba na świecie, wstałem o 7:45, umyłem się i siedziałem przy oknie czekająć na panów z Virgina. W końcu to UK, jak mają przyjechać miedzy 8 a 13 to na pewno będą o 7:55 i jeszcze przeproszą że przyjechali za wcześnie! No niestety, nie do końca. O 9:30 doszedłem do wniosku, że jednak chyba pora jechać do pracy. Wziąłem kluczyki, zszedłem na dół, cofam z miejsca parkingowego. Pod koniec cofania coś stuknęło, ale pomyślałem że wjechałem w studzienkę która tam była. Ale wrzucam jedynkę, próbuje ruszyć a autko nic - stoi w miejcu. Zdziwiony próbuje dalej, ale nadal bez efektu. Więc spróbowałem wrzucić wsteczny - i okazało się że do tyłu jedzie bez problemu! A jazda do przodu kończyła się w najlepszym wypadku szuraniem prawego tylnego koła po asfalcie. Wsciekłem sie niemiłosiernie, bo nie dość że samochód nie jedzie to jeszcze jest późno, bo czekałem na głupiego Virgina. Chcąc - nie chcąc zostawiłem Lanosa pod domem i pojechałem do pracy autobusem (nota bene przekonałem się na własną kieszeń że transport publiczny do najtańszych tu nie należy - bilet w jedną stronę, spod domu do pracy kosztuje koło 2 funtów - jazda samochodem wychodzi taniej)
Przez cały dzień kombinowaliśmy co może być nie tak. Najgorsze było to, że nawet jeśli chcielibyśmy jechać do warsztatu to nie było jak. Przecież nie będę jechał tyłem - jazda po lewej stronie generuje wystarczająco dużo zamieszenia. Pewnie można by wziąć samochód na lawetę ale wolałem nawet się nie zastanawiać ile to będzie kosztowało. Nasze ubezpieczenie ma co prawda chyba jakiś assistance za granicą, ale jakoś nie udało mi się znaleźć co właściwie obejmuje.
Wyglądało na to że nie tak jest coś z hamulcem. Problem był jednak taki że do tej pory swoją obsługę samochodu ograniczałem do tankowanie i (bądźmy szczerzy, sporadycznego) sprawdzania oleju. Ale po raz kolejny okazało się, że w internecie jest wszystko a bez internetu nie ma niczego. Znazałem gdzieś książkę w stylu "Sam naprawiam i rozbudowuje swojego Lanosa" w której był cały rozdział poświęcony układowi hamulcowemu. Dowiedziałem się, że pod tylnym kołem jest bęben hamulca w którym są wszystkie bebechy i nalezy go rozkręcić i zobaczyć co się dzieje w środku (co właśnie sugerowało wcześniej pare osób).
Dzisiaj rano wstałem i wypozażony w śrubokręt i klucz do odkręcania kół zabrałem się do roboty, a Aneta mi dzielnie pomagała. Odkręciłem koło, zdjąłem zawleczkę z bębna, sam bęben nie chciał zejść, ale jak potraktowałem go młotkiem to zmienił zdanie. Zdjąłem bęben i okazało się że z jednej ze szczęk hamulcowych odpadła okładzina. Widać gdzieś się przyblokowywała i dlatego koło nie chciało się kręcić. Wyjąłem ją, poskładałem całość do kupy i okazało się że samochód jeździ całkiem przyzwoicie! Co prawda bez okładziny na szczęcę raczej jeździć sie nie powinno, ale jakby co to przynajmniej można dojechać do mechanika. Oczywiście na tym nie poprzestanę - teraz czekamy na przesyłkę z Polski zwierającą nowe szczęki. Jak tylko dojdą to będę wymieniał, ciekawe jak pójdzie :)
A wieczorem może zacznę w końcu wrzucać zdjęcia...